Rowerem na Przełęcz Puchaczówkę i Czarną Górę

Ostatni dzień marca wypadł w sobotę, pogoda i temperatura dopisała. Zwyczajowo o tej porze wybierałem się na 'poszukiwanie wiosny', tradycja to rzecz święta, pojechałem więc do Wilkanowa, Idzikowa a następnie zacząłem wdrapywać się pod Przełęcz Puchaczówkę. Po drodze zobaczyłem pierwszy śnieg:

Koło kapliczki skręciłem w szlak turystyczny i dojechałem do podupadającej wioski Marcinków. Jest (był) tam ciekawy kościół i spory cmentarz poniemiecki. Szkoda że obecnie wszystko to jest w tak opłakanym stanie:

Przejechawszy jeszcze kilkaset metrów wyciągnąłem moją 'tajną broń' - czyli Fantazję. Poskładałem ją i szybko wystartowałem. Jak to zwykle bywa, kilka pierwszych minut poświęciłem na 'obwąchiwanie' zbocza, potem wiedziałem już gdzie nosi i latanie stało się czystą przyjemnością. Utrzymywałem się głównie na noszeniach żaglowych, od czasu do czasu przechodziły przez zbocze silne kominy, w których wyjeżdżałem dość wysoko. Po godzinie latania okropnie zmarzłem i czym prędzej wylądowałem.

Miejsce startu, chowam się
pod drzewem

Żółty szlak turystyczny
prowadzący do Trzebieszowic

Wyrobisko i jaskinia w
Rogóżce

Widok na Czarną Górę
i Śnieżnik

Ponieważ nie byłem jeszcze zmęczony wybrałem się na Czarną Górę. Przedzieranie się przez śnieg z rowerem i wielkim plecakiem nie było łatwe i przyjemne, ale wreszcie zdobyłem górną stację kolei linowej. Kusiło mnie aby tu polatać, ostatecznie zrezygnowałem z powodu kłopotliwego lądowania w tym miejscu.

Ponad kilometr przyszło mi
iść w tych warunkach

Wreszcie szczyt, na pierwszym
planie mój zestaw rekreacyjny

W oddali Przełęcz Puchaczówka
 

Sczyt Śnieżnika
 

To podejście mnie wykończyło, czym prędzej sturlałem się do schronu na Żmijowej Polanie a następnie przez Międzygórze do domu...