Zimowy lot fantazją

Zachciało mi się powtórzyć sukces sprzed dwóch dni, kiedy to oblatałem północne zbocze we wsi Wilkanów. Pomimo sporej odchyłki wiatru udało mi się wtedy przejść około 3 kilometry wzdłuż zbocza, padłem tuż przed cmentarzem, po pierwsze ze zmęczenia zimna a po drugie z powodu tejże nieszczęsnej odchyłki wiatru. Tym razem lot miał się odbyć przy idealnym kierunku wiatru, w pięknej scenerii zimowej.

Dwa dni wcześniej, miejsce
startu

Przyleciałem gdzieś tam
hen hen z daleka

To samo miejsce startu
dwa dni później

Na miejsce startu szedłem około 30 minut przecierając szlak w śniegu o głębokości około 30 cm. Tym razem akumulator do modelu przyniosłem w kieszeni - w momencie startu był ciepły i gwarantował bezpieczny start. Lecz co to - chmury górą pędzą jak szalone a na dole ledwie tylko wyczuwalny podmuch (lodowatego) wiatru. Odpalam czym prędzej, warunki rzeczywiście są słabe i z wielką trudnością udaje mi się utrzymać na zboczu.

Sceneria wręcz niezwykła,
 z ziemi czy z powietrza
 

Wilkanów, jakby nie patrzeć
jedna z najdłuższych wsi w
Polsce.

Z racji nędznych warunków
i kolejnego przyduszenia...
 

... gaz do cechy i zobaczymy
co tam w górze będzie...
 

Po którymś z tam kolei przyduszeniu i slalomie pomiędzy czubkami drzew dałem pełny gaz i niech się dzieje co chce - zobaczymy co tam w górze będzie. Gdzieś na wysokości 100 metrów dało się wreszcie zauważyć wiatr, był tak silny, że fantazja prawie że stała w miejscu. Kontynuowałem wspinaczkę, czasami tylko delikatnie korygując lotkami kurs.

Z każdą sekundą coraz wyżej


 

Na pierwszym planie góra
Igliczna z sanktuarium. Mam
stracha tam latać bo ksiądz
ma tam gigantyczną radiostację

Rzut oka na południowe
zbocza. Wszystkie jak okiem
sięgnąć oblatane paralotnią
bądź/i Fantazją

Zbocza zachodnie,
między innymi bohaterowie
lotu sprzed trzech dni
 

Model stawał się mniejszy, coraz to mniejszy. Wiatr był na tyle silny, że miałem go cały czas nad głową. Mijała już 4 minuta lotu na silniku, zrobiłem jeszcze delikatne okrążenie, wyłączyłem silnik i zacząłem wracać do domu.

Pułap maksymalny, na
pierwszym planie wieś
Domaszków

Pułap maksymalny,
w oddali miasto
Bystrzyca Kłodzka

Pułap maksymalny,
tylko czekać wiosny
latanie tutaj będzie niezłe

Szybowanie trwało około 12 minut, przez ten czas pokonałem 1/3 drogi do domu, tak mało gdyż musiałem omijać las i linie energetyczne (mam stracha przy przechodzeniu z nadajnikiem pod linią energetyczną)

Ech, ci to dziś mają widoki
 

Ambona - stąd się morduje
zwierzęta

Dziwne ślady, każdy z nich
ma wielkość kilku metrów

No i już prawie w domu, jeszcze
tylko ta przeklęta linia WN

No i wreszcie wylądowałem, po prawie pół godzinnym locie. Model trudno było znaleźć, gdyby nie czerwony statecznik i beeper byłoby trudno. Do domu wróciłem - jak to zwykle bywa po obcowaniu z Fantazją - odprężony i uspokojony. Nie mogę się doczekać wiosny a wraz z nią termiki - ależ to będzie latańsko !

Międzygórze, 26 stycznia 2007