Podsumowanie grudnia

Grudzień był dość ciekawym miesiącem, przede wszystkim każdy z nas mógł zaobserwować na własne oczy tzw. "zimę", co ostatnimi czasy nieczęsto się zdarza.

Na andrzejki urządziłem wraz z kolegą wyprawę "z buta" na Śnieżnik, naszym celem była chatka na wschodnim zboczu Śnieżnika, po kilku godzinach wędrówki w nocy po lesie udało nam się osiągnąć cel. Okazało się, że chatkę zamieszkuje Pan Pustelnik i przez cały tydzień nikt go nie odwiedzał. Pozdrawiam Pana Pustelnika z tego miejsca !

Schronisko pod Śnieżnikiem,
widoczność spadła do 100 metrów

W chatce, po prawej stronie
Pan Pustelnik we własnej osobie

Miłek grzejący się przy piecu -
obydwoje zmarzliśmy i zmokliśmy

Chatka w nocy w całej okazałości
 

Tydzień później postanowiliśmy sprawdzić jak się miewa Pan Pustelnik. Miewał się doskonale, tym razem miał towarzystwo w postaci studentów z Wrocławia.

Leśny potwór
 

Słońce wytopiło śnieg na
południowym zboczu

Jednakże sto metrów dalej
uchowało się go jeszcze dużo

Tym razem schronisko nie było
spowite chmurami

Po godzinie z kawałkiem
osiągnęliśmy cel

A później czekała nas godzinna
wspinaczka po wschodnim zboczu

Podejście było naprawdę strome
 

Szczyt spowity chmurami
 

Kolejny tydzień i kolejna wyprawa na Śnieżnik, tym razem pogoda nam dopisała, chociaż na szczycie było przerażająco zimno. W schronisku spotkaliśmy znajomych i balowaliśmy kilka dobrych godzin.

W drodze na szczyt, chwila
przerwy 'na papieroska'

Pogoda naprawdę nam
dopisywała

Zapomniałem wspomnieć,
że byłem na rowerze

Na szczycie panowały
arktyczne warunki

Wyglądaliśmy jak zdobywcy
bieguna północnego

Całe szczęście towarzystwo nas
rozgrzało, pozdrawiamy wszystkich!

No i wreszcie nadeszły święta, w sobotę wybrałem się rowerem na Śnieżnik. Udało mi się trafić na chyba najlepszą widoczność w 2007 roku, niestety Alp nie widziałem.

Na rozstaju dróg

Panorama tuż przed schroniskiem
 

Panorama na Karkonosze
doskonale widać Śnieżkę
a nawet obserwatorium
szczycie

Dolina Moravy

Nieskończone morze chmur...
 

... z gnieniegdzie wystającymi
wyspami

Śnieżka wydaje się być tak blisko,
a to tylko 100 km w linii prostej

Aby urozmaicić sobie wyprawę
pojechałem przez Żmijowiec
w kierunku Czarnej Góry
 

Dla odmiany zwiedziłem też niziny

 

Panorama na Igliczną


 

W pobliżu Marianówki

Ćwiczyłem jazdę figurową na lodzie

Ciekawa krystalizacja lodu

Tak samo jak rok wcześniej w wigilię wybrałem się z szybowcem na szczyt Śnieżnika. Na szczycie praktycznie nie było wiatru, zaś temperatura była nieco powyżej zera. Na szczycie przebywałem ponad godzinę, lecz nikogo nie spotkałem.

Grudzień, szczyt Śnieżnika i
zanikający śnieg

Na horyzoncie gruzowisko
 

"Fantazja" na tle
Czarnej Góry

 

Panorama ze szczytu
w kierunku słońca

Z powietrza, widok na szczyt

Widok na schronisko

I rzut oka na czeskie sudety

Postanowiłem też odwiedzić wodospad. Mróz trochę przycisnął, lecz rzeka nie zamarzła do końca. Uwodoodporniony do pasa doszedłem dołem rzeki aż do wodospadu.

Reaktywowałem też nocne jazdy rowerowe, po drodze zahaczyłem o świątecznie oświetlony kościół na Iglicznej

A dzień przed sylwestrem wybrałem się na latanie na Idzików, wiało okropnie mocno, czego konsekwencją były niekończące się noszenia.