3 lutego, sobota,  pogoda nie zachęca do bezpośredniego obcowania z nią. Nie zamierzam siedzieć cały dzień w domu a Fantazja czeka na oblatanie nowych serw i usterzenia. Pakuję graty do plecaka i ... na północne zbocze Wilkanowa.

Okazuje się, że jest duża odchyłka z zachodu. Trudno, nikt nie mówił że będzie łatwo. Start, obwąchanie noszeń i jazda po zboczu. Może tym razem uda mi się przeskoczyć cmentarz i spenetrować dalsze niezmierzone obszary Wilkanowa ? Spotykam ptaka, wyraźnie interesuje się modelem ale jest diabelnie zwrotny i trochę szybszy ode mnie. Trochę razem pokręciliśmy, udaje mi się zrobić mu ciekawe ujęcie. Po około minucie ten nudzi się tą zabawą i odlatuje gdzieś w siną dal

Ja tymczasem prę do przodu (po rozmokłym, zaoranym polu). Wiem, że z powodu tej odchyłki nie uda mi się przeskoczyć cmentarza. Ląduję, model na ramię, przeskoczę cmentarz rzutem naziemnym. Na cmentarzu jakiś ruch - zaraz pogrzeb. Nagle cały tłum gapi się w moją stronę... szybkim krokiem oddalam się na pobliższą polanę, skąd zamierzam wystartować. Niestety akumulator zmarzł mi na tyle, że nie będę w stanie bezpiecznie wystartować. Trudno - pakuję się i do domu

Niedziela, jest lepiej (ale kierunek wiatru ten sam =  zły). Staram się znaleźć na mapie jakieś blisko położone zbocze na północny zachód, no tak, Marianówka, powinna działać a to ledwie 2 km. Wszystko już gotowe, krótki spacer w słońcu i już jestem na miejscu. Marianówka, wiocha której trudno szukać na mapie, tu po wojnie przez wiele lat mieszkała moja rodzina, tu urodziła się i wychowała moja mama. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić zdjęcia domu mojej rodziny. Kilkaset metrów wyżej jest dom prowadzony przez księży czy też zakonników. Kiedyś w czasie ulewy schroniłem się tam, na ścianie wisiał regulamin, kilkanaście punktów typu: wystawione buty są konfiskowane i zwracane za opłatą 5 zł, nierówno pościelone łóżko jest wywracane... Głupio się poczułem, czy to aby nie jakaś sekta? Zmyłem się stamtąd czym prędzej, jeszcze by mnie za coś 'ukarali'. Jeszcze jeden epizod związany z tym miejscem: tutaj kręcili scenę do programu Ziarno, gdzie dzieci tworzyły na polanie napis "Ziarno" i rozbiegały się we wszystkie kierunki świata. Tymczasem wracając do głównego tematu, doczłapuję się na miejsce namierzone na mapie, wygląda obiecująco ale wieje dość słabo. Montuję model i w powietrze.

Ta mina oznacza: takie zbocze
a tak słabo wieje!

Dzisiaj będzie tylko niskie
latanie, nie wyżej niż tyle

Tutaj zima a tam już
jest wiosna

Jest kiepsko ale da się latać, co jakiś czas wspomagam się silnikiem, raz żeby nie spaść na drzewa a dwa żeby akumulator zbyt się nie wychłodził (jego żywot dobiega już końca). Po kwadransie, żeby zaznać trochę spokoju wznoszę się przy pomocy silnika na sporą wysokość, nadlatuję nad wiochę i ocieram się badawczo o sąsiadujące zbocze porośnięte lasem. Nic tam nie ma, robię jeszcze dwa kółka, wracam nad polanę i ćwiczę minimalizację utraty wysokości w zakrętach.

Marianówka a na drugim planie
Wilkanów - miejsce
wczorajszych zmagań

Jagódka i Pasikoń - świetne
zbocza na południe, na model
a także na glajta

Jeszcze rzut okiem na
przejście zimy w wiosnę
albo w druga stronę

Po prawej chatka mojej rodziny
a po lewej dom księży i zbocze
z programu "Ziarno"

Jest coraz to gorzej, to znaczy akumulator coraz to słabiej kręci silnikiem. Po kolejnym kwadransie decyduję się na lądowanie, ponieważ mam bardzo mało wysokości (i więcej mieć nie będę) to ląduje pod stok. Po wylądowaniu zauważam krzywy ogon, jakimś cudem ścięły się pręty pozycjonujące go (fakt, że słabe), to dziwne tym bardziej że nie dostrzegam nawet draśnięcia na stateczniku. Rozkładam model i ledwo żywy 'siłą woli' docieram do domu. Ach ten wyrostek, jeszcze sporo minie aż dojdę do siebie. Czy warto było ? Jasne że warto !

 

Wrocław 6 lutego 2007